Mizuwersum

Ordnung muss sein? Nie! cz. 1

Leave a comment

Niemcy – rządzą Europą, przygarniają uchodźców, są do granic liberalni. Jedzą dużo i tłusto, piją piwo przez cały dzień, tamtejsze kobiety są najbrzydsze na świecie, a mężczyźni grubi. Nie okazują uczuć, nie lubią obcych, wybitnie nie trawią ludzi, którzy nie mówią dobrze po niemiecku. Mają genialne drogi, nowoczesną architekturę, wszystkim żyje się wspaniale. Pół roku życia w niemieckim mieście pozwoliło mi zrewidować niektóre z tych stereotypów.

Najpierw trochę faktów, żeby nadać wpisowi kontekst. Na początku lutego 2016 wyjechałam na Erasmusa do Hanoweru w Niemczech, gdzie zostałam do końca lipca. Moim ówczesnym chłopakiem był Hanowerczyk, więc miałam ułatwione życie, bo wynajęłam jego mieszkanie (on też wyjechał w tym czasie na Erasmusa, do Holandii). Ponadto wcześniej odwiedzałam to miasto kilkakrotnie, więc wiedziałam co i gdzie, a przede wszystkim – jak się poruszać po mieście. Rok wcześniej odwiedziłam też kampus, na którym miałam mieć zajęcia, dlatego też chętnie wymiksowałam się z grupowego zwiedzania miasta.

W imię zasad…

I tu nastąpił pierwszy zgrzyt, bo naszej opiekunce bardzo się to nie spodobało, że nie chciałam grzecznie jeździć cztery godziny po mieście po to, żeby zobaczyć wszystko to, co już znam. Bardzo zirytowana zgodziła się w końcu, żebym poszła i dołączyła później na zbiórkę. To był pierwszy znak, że ktoś tu nie lubi, jak się nie przestrzega zasad.

O stereotypie, że Niemcy uważają zasady i prawo za święte, i choćby było głupie, to go nie złamią, słyszałam od dawna. Na miejscu miałam się przekonać, że jak w każdym stereotypie, w tym też kryje się ziarnko prawdy. Mój ex dostał palpitacji serca, gdy powiedziałam mu, że nie mam zamiaru uiszczać abonamentu telewizyjnego przez czas pobytu w Niemczech (nie korzystałam wtedy z ichniejszej telewizji). Ciekawostka – w Niemczech mieszkania nie mają numerów, tylko są przypisane do nazwisk (!!!). Szybki research pozwolił mi stwierdzić, że jednak nie wszyscy Niemcy uważają abonament za zgodny z prawem. Okazuje się, że oni też buntują się na wysokie opłaty za coś, z czego nie korzystają – nawet niewidomi i głuchoniemi płacą za radio i tv, bo opłata naliczana jest od mieszkania, a nie od odbiornika. Brzmi znajomo? Na forach internetowych znalazłam masę postów od osób, które z powodzeniem olewają płatności od kilku lat. Prawo bowiem nakazało płatność, ale nie dało możliwości ich egzekwowania…

Anyway, wystarczyło zdjąć ze skrzynki na listy moje nazwisko i z powrotem umieścić nazwisko właściciela mieszkania. Żaden rachunek już do mnie nie dotarł. Wymeldowałam się potem w sierpniu – mailowo (ta technologia).

Zauważyłam też w innej sytuacji, że Niemcom, szczególnie pokoleniom starszym (40+) bardzo ciężko zrozumieć nasze polskie cwaniakowanie. Wiadomo, że Polak za granicą zawsze coś kombinuje, ja na przykład próbowałam się wymiksować z mandatu, który dostałam za brak biletu. Niechcący zapomniałam go kupić, a gdyby na mojej legitymacji widniała data wcześniejsza, niż wtedy, gdy go dostałam, to zapłaciłabym 7 € zamiast 60€. Próbowałam dowiedzieć się jaka data będzie na legitce,  którą miałam dostać. Po wytłumaczeniu po co mi ta wiedza opiekunka nie potrafiła zrozumieć jak mogłabym tak chcieć oszukać państwo! Niestety okazało się, że student odpowiadający za legitymacje olał sprawę i nie powiedział mi, że brakuje czegoś (co wysyłałam, tylko zgubił) i legitkę dostałam nawet nie w pierwszy dzień zajęć, a 4 dni później (mój portfel…). Mandat ostatecznie zapłaciłam, bo mój ex dostawał kolejnych palpitacji jak tylko temat się pojawiał.

Nie mniej jednak poznałam też Niemców, którzy kombinowali niezgorzej ode mnie kiedy tylko mogli – a to nie wymeldowując się z domu rodzinnego (standard w Polsce, przecież meldunek to fikcja), a to pożyczając sobie bilety. Także choć spotkałam bardzo wiele osób, które przestrzegały bezrefleksyjnie wszystkich zasad, były tam też ludzie sprytni (aż nasuwa się określenie “normalni”…).

You’re beautiful…not!

Najpopularniejszym chyba u nas stereotypem jest to, że niemieckie kobiety są brzydkie. Otóż nie są. Ale wiem, skąd może się brać taki stereotyp – niemieckie kobiety się nie malują, jeśli nie jest to jakaś okazja. W grupie dziewczyn, z którymi robiłam wspólny projekt zaliczeniowy, tylko jedna z nich poza mną się malowała na zajęcia – i to ta, która i bez makijażu wyglądała ślicznie. Zauważyłam, że duża część studentek, jeśli nie należą do grupy “pustaków”, to po prostu odpuszczają sobie w dzień makijaż. Malują się za to na imprezy (a i to zależy od osoby). U nas wyjście z domu bez makijażu, szczególnie w dużych miastach, to prawie jak wyjście w dresie! ;) Polki po prostu dużo bardziej o siebie dbają – o ubiór, o wygląd zewnętrzny.

Gdy pierwszy raz spotkałam Niemców na wymianie w Warszawie, chodziłam jeszcze dużo na obcasach (szczególnie, że było chłodnawo, bo był kwiecień, więc takie wiosenne botki miałam właśnie na obcasach). Ostatniego dnia na pożegnalnej imprezie powiedzieli mi, że żadna z ich koleżanek nie chodziłaby w takich butach z własnej woli (a były mega wygodne, inaczej bym ich przecież nie zakładała). Po kilku piwach stwierdzili, że Polki są najpiękniejsze na świecie i bardzo im się podobało spacerowanie Krakowskim Przedmieściem (studentki UW i ASP…). 

Oczywiście domyślam się, że nie jest to zasada ogólna dla wszystkich miast niemieckich, ale tam gdzie byłam studentki właśnie tak wyglądały – bez makijażu, często też w skrajnych “stylówach” albo wyglądały jak z wybiegu, albo jakby wyszły prosto z łóżka. Jednak podczas moich studiów w Polsce nie spotkałam wielu dziewczyn, które totalnie olałyby wygląd i przychodziły na zajęcia tak, jak chodzą po domu. Także chyba nie chodzi o urodę – tylko o jej podkreślanie. 

Koniec części pierwszej – mam kolejne stereotypy do obalenia, ale nie chcę Was na raz zarzucić. :) Jakie macie wrażenia wobec Niemców? Jakie były Wasze kontakty? Czy wierzycie stereotypom? Dajcie znać w komentarzach!

Advertisements

Author: Mizu

Master of squeezing many responsibilities into very small timespan, a fan of various TV series and films. I devour books and in my free time I make jewellery. Currently I work in a PR agency and really like it.

Care to comment?

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s